wtorek, 20 listopada 2007

witam państwa! jestem tą równoważącą. obiecuję.



nie musisz pukać. wiem, że już jesteś. herbaty?
usiądź, odetchnij,

trafiłeś.

ten stos na stoliku? podwójnie splatam dłonie.
mrużysz oczy.

to niedokończone historie.

niewolnicza biel papieru
okiełznana łańcuchem brzuszków,
haczyków i myślników
w cichym i niemym tańcu

nie patrz mi w oczy.
niedokończone historie
zaglądają tu łapczywie
przesłaniając mi Twoje łaknienie.

w mojej głowie jak w zimnym kinie
historie kwitną i więdną
padając jak klocki domina
obruszone przez nieuwagę.

osierocone brzuszki,
haczyki i myślniki
czekają na zbawcę- pana z parasolem
o zakręconej rączce.

niech w niemym tańcu historia zatacza koło.

zostań dziś ze mną, i jutro
na pewno.

wrzesień 2005*
___________________________________________

witam więc, jestem tą równoważącą, pozornie.

*2005> rocznik 87 dostaje do ręki dowody osobiste i idzie w tango zachłystując się "wolnością" 30 godzin na dobę.

poniedziałek, 19 listopada 2007

Coś co się zdarzyło ale się w interwebie do dziś nie pojawiło.

21 sierpnia 2007

Now playing >> Popol Vuh - Ich Mache Einen Spiegel [8:42]

Czymże jest ten blog? W zasadzie, patrząc na to zimnym, oblodzonym wręcz od wszechogarniającego racjonalizmu okiem internetowego realisty jest to kolejny bezużyteczny śmieć zajmujący cenne miejsce na serwerach stron noszących na swych atlasowych barach całe gigabajty, a może (zapewne) nawet terabajty blubrów ludzi mających zbyt dużo wolnego czasu w swych rękach. A człowiek mający zbyt dużo czasu może stać się niebezpieczny. Człowiek głupi lub nierozgarnięty mający dużo czasu może napaść spożywczak po czym wezwać taksówkę bo łup ciężki, do domu daleko a o środki lokomocji nie zadbano wcześniej. Ale człowiek inteligentny mający dużo wolnego czasu może stać się prawdziwym przywódcą gangu rabującego masowo banki i frachtowce czy coś takiego. Ba, jak się ma do tego odpowiednią dozę uroku osobistego i poczucia humoru można nawet podpieprzyć wahadłowiec, a ludzie z obsługi zauważą to dopiero 5 minut po planowanym starcie!

Tyle tytułem głupawego przedwprowadzenia.

Jakby nie patrzeć, podstawowym paliwem i warunkiem istnienia każdego bloga są BLUBRY. Tak, blubry. Jest to paliwo reaktora, substancja zapewniająca przetrwanie bloga. W przypadku 98% blogów spotykanych w internecie są to blubry w najczystszej, krystalicznej formie, niczym nieociosane diamenty wydobywane gdzieś głęboko w kopalniach, by potem trafić w ręce utalentowanych szlifierzy diamentów a potem jubilerów etc. Te 98% blogów to tacy górnicy, którzy wydobywają blubry głęboko pod ziemią w czystej formie. Jakoś tam żyją wyrywająć ów cenny dla blogowego półświatka surowiec, ale prawdę mówiać nikt się ich losem nie interesuje i zna ich tylko paru ludzi z najbliższego otoczenia, czasem rodziny... Pozostałe 2% blogów serwuje blubry w oczyszczonej, ociosanej i ogólnie poddanej jakimś procesom upiększającym formie. Ale uwaga, niektóre to nędzne podróbki. Oni to tacy już bardziej szlifierze diamentów, może jacyś jubilerzy, a niektórzy to normalnie zbili fortunę na blubrowym kruszcu i są odwiedzani przez media.

Pamiętajcie, blubry MUSZĄ być na blogu, jest to podstawa istnienia każdej strony takiego typu. Nadeszły tak cyniczne czasy, że teraz blubrami każdy musi dzielić się z resztą świata, podczas gdy dawniej co niektórzy trzymali to tylko dla siebie. Też padłem ofiarą tego owczego pędu. Zapewne za 5, 10 albo więcej lat odnajdę te pliki lub jakieś resztki strony na której to wszystko było zapisane i moją reakcją będzie soczyste plasknięcie otwartą dłonią w czoło tudzież twarzoczaszkę. No ale kto chce być madafakersem z ElEj bloga mieć powinien, a kto nie ma ten jest nieprzekupny gliniarz karateka.

Tyle tytułem głupawego śródwprowadzenia.

(Wprowadzenie dzieli się na: przedwprowadzenie, śródwprowadzenie i zawprowadzenie; zapiszcie tę informację sobie na kartkach, albowiem pewnego dnia nawet się nie spostrzeżecie a ta informacja może uratować wam życie, wspomnicie wtedy me słowa...)

Zawprowadzając, jeżeli zrozumiałeś przynajmniej 75% z dwóch poprzednich subwprowadzeń, znaczy to że albo mnie znasz osobiście albo jesteś jakimś przywódcą szajki nielegalnych szlifierów diamentów z Afryki Południowej czy coś takiego. Dobranoc, jestem atakowany nawet przez muchy. Nigdzie nie można czuć się bezpiecznym. :{

Tyle tytułem głupawego zawprowadzenia.


22 sierpnia 2007

Now playing >> Organisation - Tone Float [20:47]

Zostałem dopadnięty przez piekło gramatyki opisowej. Właściwie nie zostałem dopadnięty, tylko sam, z własnej woli wszedłem w to piekło i teraz poprzez nie brnę co chwila przerywając pracę... No cóż, nie nauczyło się porządnie w czerwcu, to trzeba się nauczyć porządnie w sierpniu i wrześniu, żeby potem było jeszcze wolne... 6 września egzamin, a potem... Może wreszcie uda mi się dostąpić owego przywileju niektórych zwanego pływaniem w jeziorze. Ostatecznie zostaje basen, ale nie przepadam za posiadaniem na sobie skorupy chloru i zapachu który czuć z kilkudziesięciu metrów... :{

Jakub, chłopak licznych talentów złamał wczoraj przy przekopywaniu starych zachwaszczonych truskawek łopatę. Druga łopata jest zresztą bliska przełamaniu, więc wkrótce zostaniemy bez łopat. Pozostaje wycieczka do sklepu metalurgiczno-ogrodniczego i zakup nowego narzędzia relokującego glebę. Trzeba wszystko przekopać przez przeprowadzką do nowego domu. Tymczasem przeprowadzka idzie nam jak wielbłąd przez ucho igielne. Jest to prędkość, jaką osiąga bogacz wchodzący do Królestwa Niebieskiego, czyli prawie żadna. Średni dzienny transfer wynosi jeden koszyk z filiżankami lub jeden kosz z obrusami.

Wczoraj miałem tysiące rzeczy do napisania, zwłaszcza podczas gry w Max Payne 2. Może widok spowolnionych kul i niesamowitych detali broni z uwzględnieniem takich rzeczy jak przełącznik trybu ognia tak oddziałuje na procesy myślowe. Może twórcy gry podpisali kontrakt z Berettą, żeby ich model 92 był pokazywany w każdej cutscence (nieważne jaką broń nosisz w czasie gry, gdy pojawi się cutscenka nosisz przy sobie Berettę model 92, lol). PRODUCT PLACEMENT! SPISEK! UKŁAD! Jestem bezwzględnie inteligentny, akcje zwyżkują etc.

Z powodu dolegliwości mojego ojca związanymi z jego ramionami (potworny ból, niemożność spania w nocy, konieczność przyjmowania zastrzyków etc.) staję się zawodowym kierowcą. Jeżdżę wszędzie i wszystkim. Seat Cordoba za tydzień idzie do blacharza, a potem kolejno lakiernik, elektronik i zapewne paru innych fachowców, a dzięki niesamowitej sprawności urzędników państwowych otrzymamy zaszczyt jeżdżenia samochodem może już pod koniec września. Takie urzędy są ciekawe. Wizytując dzisiaj z ojcem urząd skarbowy w Gostyniu zobaczyłem kącik dla dzieci. Zabawki, książeczki, kolorowanki. A powyżęj kącika na ścianie wisiało coś co sprawiło że mój mózg skończył się w owej chwili dość raptownie. Były to zdjęcia dzieci w wieku przedszkolnym z Gostynia i Krobi. Dzieci na zdjęciach najwyraźniej zwiedzały ów fascynujący urząd skarbowy (a wszystkie dzieci wiedzą, żę urzędy są jednym z dziesięciu najnudniejszych miejsc we Wrzechświecie). Nad zdjęciami był napis "NASI PRZYSZLI PODATNICY". Wspaniale! Zapewne w drodze powrotnej gorączkowo rozmawiali jak to będzie fajnie płacić podatki i czekać godzinami aż któryś Jaśnie Pan Urzędnik ruszy gluteus maximus i zechce zająć się szarym człowieczkiem. Nie wiem jak Wy, ale w moich czasach chodziliśmy z przedszkola do piekarni, ewentualnie na pocztę żęby zobaczyć jak się wysyła listy.

Dosyć blubrów na dziś!


23 sierpnia 2007

Now playing >> Judas Iscariot - Portions Of Eternity Too Great For The Eye Of Man [11:41]

Wczoraj narzekałem cały czas na gramatykę opisową a dzisiaj jakoś przysiadłem i wtem wchodzi do głowy... Nie za szybko, ale stopniowo. Trzeba zdać tę mordęgę, jakby nie patrzeć. Jedna z podstaw całej nauki w NKJO leszczyńskim, lulz. Przeprowadzka nabrała niespodziewanie prędkości - dzisiaj przewiozłem kilka skrzynek wypełnionych moimi (i nie tylko moimi) książkami, w tym takimi perełkami jak Plan Sześcioletni odbudowy Warszawy tow. Bolesława Bieruta czy dzieła zebrane Adama Mickiewicza z przedmową tego samego. Po dokładniejszym obejrzeniu zawartości owych skrzynek na miejscu stwierdziłem, iż książki historyczne stanowią w naszym domu zdecydowaną większość wszelkiej literatury, przebijając nawet literaturę piękną, publicystykę oraz moje uczone księgi z NKJO. Ale to u nas rodzinne. :}

Słucham utworu tak klimatycznego i przeepickiego że czuję jak mój mózg zaczyna stopniowo się kończyć. Niby hamerykański band, a wszyscy powtarzają że Amerykany nie potrafią robić czarnego metalu. Ino nu metol i chipchop, panie. A tu słyszę jedenastominutowy ambientowy minimalistyczny miód dla uszu, który niemal równa się z Rundgang um die Transzendentale Säule der Singularität Burzum. Ale raczej go nie przebije. Trudno przebić Rundgang... Trzeba by się naprawdę postarać. Dobra, i tak tego nikt nie zna, blubry etc.

Jak zwykle im późniejsza noc, tym więcej mam ochotę napisać, może podczas grania w różne gierki moje myśli nabierają właściwości diamentowych wierteł i szlifierek ciosających surowe bryły blubrów. Ale oczywiście moc niechcenia bierze górę nad mocą twórczą i idę spać. Być może te niezapisane projekty niezatrzymywalnego geniuszu przekuwają się w czasie snu w jakieś kretyńskie projekcje. Chociaż na dzisiejszą noc wpłynęło raczej kilka dni bycia na bieżąco z TVN24 i oglądania całej sprawy z Gwoździem, Ziobrem i Kaczmarkiem. Śniło mi się mianowicie, że byłem na zmianę raz Ziobrem, raz Kaczmarkiem a akcja całego snu działa się w jakimś poDUPAdłym ośrodku wypoczynkowym nad jeziorem, którego świetność przypadała na mniej więcej połowę lat 70. W końcu doszło do ostatecznej konfrontacji w kinie, podczas wyświetlania jakiegoś filmu dla pustej widowni. Jednak ostatnią rzeczą jaką pamiętam był krzyk operatora z tego małego okienka pod sufitem żebyśmy poszli się bić gdzie indziej.

Chuligaństwo tylko dzisiaj, panie. Za moich czasów...


25 sierpnia 2007

Now playing >> Acid Mothers Temple & The Cosmic Inferno - Anthem Of The Space [43:54]

Epicka podróż przez kosmos i świadomość... Piszę ten tekst pod wpływem dwóch piw mocnych, każde o zawartości alkoholu 7,2%, co podwojone daje liczbę prawie czterech normalnych piw... Mam wrażenie że nie piszę tylko ślizgam się po falach tekstu które sprawiają, że piszę tak sprawnie i niemal bezbłędnie jak nigdy dotąd. Za chwilę wracam do gry w Need For Speed Underground 2, ta gra mnie kompletnie wciągneła. Pomyśleć że jeżdzenie po mieście i tuning, ale jak ciekawie zrobione! Niestety mam wrażenie że jest to ostatni w miarę dobry Need For Speed. Wiem, bo miałem okazję grać w dwie późniejsze części (NFS: Most Wanted, NFS: Carbon) i muszę stwierdzić że co następna część to mniej miodna i na siłę coraz bardziej udziwniana. A to jeszcze w miarę. Co prawda jakaś fabuła która jest w sumie potrzebna jak lodówki na Słońcu, ale to się da jeszcze znieść. Nie ma bałaganu jak w następnych częściach a i sam tuning da się jeszcze ogarnąć. Pewnie jeszcze coś tutaj napiszę, ale na razie idę grać w tego ostatniego moim skromnym zdaniem, dobrego NFS-a.

niedziela, 18 listopada 2007

Awangardowa sztuka która wkrótce uderzy deski teatrów, ale najpierw uderzy Cię w czerep.

KOBIETA WYSOKIEJ KULTURY U SZEWCA (i jego czeladnika)!!!!!!

Dramatis personae:

SZEWC - zwany też "majster"; mężczyzna w wieku średnim o brwiach przyprószonych siwizną, którego nagłe zawirowania w życiu rodzinnym zmusiły do porzucenia studiów polonistycznych oraz amatorskiego teatru na rzecz oddania się zawodowi szewca w charakterze jedynego żywiciela rodziny

CZELADNIK - zwany też "uczniem", chłopak około 17-letni, przyjęty przez Szewca na praktyki w ramach programu oświatowego lokalnej zawodówki, jego najczęstszym zajęciem u Szewca jest zawiązywanie butów w sznurówki na przeróżne sposoby

KOBIETA WYSOKIEJ KULTURY - młoda, około 25-letnia absolwentka elitarnej szkoły ekonomicznej, odnosi liczne sukcesy w życiu zawodowym jak i towarzyskim, pomimo tego jest wciąż stanu wolnego - WAŻNE: Bardzo ładna, jednak nie jest to typ urody "blacharskiej" czy też "wixowej"

SCENA 1:
Ciasny zakład szewski w starej, zaniedbanej kamienicy w nienajpopularniejszej dzielnicy. Miejsce urządzone jest bardzo surowo, żeby nie powiedzieć: obskurnie; kilka prostych taboretów, półki z butami dla klientów (niemal pustą), za rogiem przy radiu siedzi Szewc rozwiązując krzyżówkę jednym okiem i czytając "Wiwat Aspidistra" Orwella drugim okiem, wzdycha miarowo - zarówno z braku klientów jak i utraconej świetlanej przeszłości. Na jednym z taborecików spoczywa Czeladnik zawzięcie wiążąc supełki na sznurowadłach

Kobieta Wysokiej Kultury (wchodzi):
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Przynajmniej tak zwykła mówić moja mama wchodząc do zakładu szewskiego, choć w dzisiejszych czasach przemian nie mogę być pewna wyznania, dlatego mówię też: Niech będzie pochwalony Allah i Mahomet, niech będzie pochwalony Thor i Odyn a także niech będzie po trzykroć pochwalony Zaratustra!

Czeladnik (spogląda na kobietę pełnym porządania wzrokiem):
Dobry! Co, pani z bucikiem? Pani da, ja obejrzę.

(po dłuższej chwili gęstego skupienia):

Nie wiem co z nim jest, bo ja tylko uczeń na nauki do majstra przyszedłem. Ja zawołam! MAAAAAAAJSTER! MAAAAAAAAAAJSTERRR!

Szewc (wchodzi dostojnym, wyniosłym krokiem trzymając okulary w jednej ręce, iście szekspirowskim wzrokiem spogląda wpierw na Kobietę Wysokiej Kultury, a następnie na Czeladnika, na widok buta w rękach chłopaka serce podskakuje mu do gardła):
Dzień dobry pani.

(nagle odwraca się do Czeladnika, patrzy z przerażeniem):

Na Swaroga! Chłopcze! Plugawe twe dłonie niegodne są dotykać pantofelka czcigodnej pani.

(puszcza oczko do Kobiety, spogląda na nią):

Niech pani wybaczy, dzieciakowi; młody jest i głupi. Ale nic to, rzeczony pantofelek spoczywa bezpiecznie w moich rękach. W czym tkwi problem, droga Pani?

Kobieta Wysokich Obyczajów:
Mam wszelkie podstawy sądzić, iż odrywa się podeszwa.

Szewc (podnosi złowrogo brew):
Podeszwa?

Kobieta (jej brew się NIE podnosi; żadna):
Tak, podeszwa. W czymś problem? W końcu jest pan Szewcem.

Szewc:
Nie, nie, skądże. Taka oto podeszewa nie jest dla mnie najmniejszym wyznaniem. Prawdę mówiąc, mam wrażenie, że nawet czeladnik poradziłby sobie z tym zadaniem. Chociaż nie, ten i tak wszystko spieprzy.

(ogląda przez chwilę odklejającą się poszewę pod lupą, po czym nagle odwraca się do Kobiety):
Pozwoli pani, że odmówię krótką modlitwę do Boga Butów?

Kobieta:
Ależ oczywiście. Nie wiedziałam że istnieje Bóg Butów.

Szewc (podnosi but na rozłożonych rękach wyciągnięty w stronę okna; zaczyna gromkim głosem):
"O wielka Pumo,
sznurówko i gumo,
daj mi siłę i dłoń jak kobyłę,
aby dokonać naprawy buta tego
na chwałę proroka naszego Pelego"
Dobrze, teraz mogę zabrać się do pracy.

Kobieta (głęboko wstrząśnięta i skonsternowana):
Odnoszę wrażenie, że dzieje się tu coś naprawdę dziwnego.

(z przerażeniem zauważa, że Czeladnik wyciąga spod taborecika parę indyjskich tabli i zaczyna na nich rytmicznie grać; w głębi pokoiku Szewc wkręca bucik Kobiety w imadło po czym wyciąga zza rogu sitarę i zaczyna na niej grać, wydobywając płynne, hipnotyczne nuty. Na kolanach mężczyzny Kobieta dostrzega zeszyt nutowy podpisany "Największe hity Ravi Shankara". Jednym susem podbiega do imadła, wyrywa nienaprawiony bucik i ucieka do drzwi, zatrzymuje się jednak w ostatniej chwili):

Cholerni sekciarze! Hipisi! Narkomani! Nu Ejdż! Plugawicie nasze ziemie! Żegnam.


Kobieta wychodzi trzaskając drzwiami i nie płacąc, nie przeszkadza to jednak zupełnie Szewcowi i Czeladnikami, którzy nieczuli na wszelkie sygnały świata zewnętrznego, pogrążyli się z pomocą muzyki w tantryczne orgie sponsorowane im przez wielkiego Boga Butów.

KONIEC / THE END / ENDE.

Jakub Adamek, Krobia 23 października 2007

sobota, 17 listopada 2007

Dziwność wszelaka.

Drodzy słuchaczooglądacze! Prezencimy Wam blog, który sprawi że Wasze mózgi roztopią się i wypadną przez najbliższe okno. Teksty, które sprawią że zapadniecie się z hukiem i wytworzycie czarne dziury anihilując jednocześnie wszystko w promieniu dwudziestu kilometrów. Wywiozą Was na taczkach. Będziecie wzywać pomocy zwielokrotnionymi głosami szopów praczy. Wasza skóra zamieni się w wosk, a na plecach pojawi się sześć rzędów owłosionych, purpurowych sutków.

Albo potraktujecie to ostrzeżenie poważnie, albo będziecie to czytać i staniecie się tacy jak my.

Zostaliście ostrzeżeni.